Przebudowa i modyfikacja radzieckiego kajaka Tajmen`2
Jarosław Frąckiewicz sierpień 2001
Radziecki Tajmen - 2 jest w moim posiadaniu już trzeci dziesiątek lat, wpisując się na trwale w moją przygodę kajakową. Od dłuższego już czasu wybieram się na długie, coraz odważniejsze wyprawy zagraniczne, możliwe do zrealizowania tylko na składakach. Z tego powodu wartość mojego Tajmenia wzrosła niepomiernie. Nie chcąc cennego sprzętu utracić, zmuszony jestem poddawać go ciągłym zabiegom modernizacyjnym i ulepszeniom, o czym właśnie chcę opowiedzieć czytelnikom.
Tak się złożyło że Tajmen 2 jest moim drugim radzieckim kajakiem, nabytym zaraz po tym, kiedy musiałem pożegnać się ze zużytym “Łuczem”, kajakiem równie osobliwym a w kraju pozostającym całkowicie nieznanym. Pływałem na nim w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych aż rozleciał się bez reszty. Myślę, że dzisiaj nie dałbym mu zginąć marnie. Była to konstrukcja, w której wręgi wykonane były z rurek aluminiowych, a wzdłużnice pozostawały drewnianymi. Sprzęt
był naprawdę dobry, idealny do dużej turystyki na naszych wodach. Mam głębokie przekonanie, że “Łucz“ został skopiowany z polskiego “Piasta”, o którym z takim uznaniem rozpisywał się Wańkowicz w “Na tropach Smętka”. Ciekawymi kajakami były “Saluty”, nieco “przyduże”, ale na jeziora jak znalazł. Wśród tej całej rodziny radzieckich kajaków, najbardziej udanymi pozostają, jak sądzę, ”Tajmen –2” i “Tajmen –3’, na oko mało różniące się od siebie.Mojego Tajmenia kupiłem w Kijowie w roku 1981, zdejmując po prostu z półki sklepowej dwa pakunki. Kiedy tylko dotarłem z zakupem do hotelu, od razu rozpocząłem składanie kajaka na korytarzu, wzbudzając wokół niejakie zainteresowanie. Po jakimś czasie mozolnych operacji, miałem pewność, że ponownie posiadam coś niezwykł
ego, mam kajak skonstruowany z nowych materiałów, wyrażający nową wizję turystycznego kajaka. Mój “Tajmen” był zapewne jednym z pierwszych, które znalazły się w kraju. Musiało upłynąć kilkanaście lat, zanim kajaki te, sprowadzane na różne sposoby, rozpowszechniły się w Polsce szeroko.Jaki Tajmen jest, każdy widzi. Rzuca się od razu w oczy usytuowanie siedzisk wioślarzy bliżej dziobu i rufy, przez co powstała pomiędzy nimi przestrzeń staje się rozległym przedziałem bagażowym, przedłużonymj w wersji trzymiejscowej o długość trzeciego siedziska. Pomimo tej istotnej różnicy, wszystkie Tajmenie uznane zostały za kajaki ”trzyosobowe”. Pamiętam, że przez pierwsze lata, ta nowa, niespotykana na naszych wodach konstrukcja, budziła śmiech i zdziwienie. Wokół kajaka
gromadził się tłumek wodniaków, zainteresowanych jego niecodziennym wyglądem. Śmiechom i achom końca nie było, tym głośniejszych, że dotyczyły one “ruskiego” kajaka. Ale zauważyć się dało, że po owych reakcjach, wyrażających wierność tradycji, pojawiały się uwagi, że rzecz nie jest “głupia”, usłyszeć się dały wypowiedzi świadczące o docenieniu zalet nowej konstrukcji. Pamiętam jak dziś, że w rok po pokazie kajaka, mój kolega z Łodzi, stawił się na Dunajec ze zmodyfikowanym “Neptunem” w taki sposób, by możliwie najwierniej odtwarzał “trzyosobowość” mojego Tajmenia. Ostatecznie okazało się, że Tajmenie zaakceptowali głównie ci, którzy spływając z dzieckiem muszą zabierać więcej sprzętu. Pakowność Tajmenia jest niewyobrażalna, a dodając do tego łatwe i wygodne pakownie, można uznać go za kajak idealnie nadający się do spływów rodzinnych. Z tego powodu, jak słychać, jest on nadal uparcie poszukiwany.Mówiąc dalej o “trzy osobowości” Tajmenia należy tę jego własność odnieść do techniki pływania. Duża odległość pomiędzy wioślarzami może być zaletą w pływaniu lub je utrudniać.
Kiedy kajakarze są mniej wprawni, kajak jest mniej podatny kontrom z tyłu .Obciążony dziób z wolna poddaje się ruchom drugiego wioślarza. Bez pomocy tego z przodu, trzeba więcej czasu, aby właściwie nakierować kajak na przeszkodę. Często tego czasu brakuje. Inaczej jest kiedy wioślarz z przodu jest doświadczonym kajakarzem. Współdziałanie obu wioślarzy powoduje, że Tajmen staje się jakby bardziej zwrotnym, można natychmiast ustawić się rufą do
przeszkody. Opisywana właściwość Tajmenia ma znaczenie przy spływaniu po wodach trudniejszych, na szlakach równinnych nie ma większego znaczenia.Metalowa konstrukcja kajaka sama w sobie ma zalety. Jest ona zapewne mocniejszą od drewnianej, prawie nie wymaga konserwacji i co ważne, łatwiej daje się naprawiać i modernizować. Ale równie oczywiste jest, że składanie metalowej konstrukcji z rzadka kończy się bez drobnych okaleczeń. Równie dyskusyjną może być ocena powłoki. Pokład wykonany został z dobrego, mo
cnego brezentu, natomiast do części “wodnej” poszycia użyto słabego, szybko wykruszającego się na słońcu materiału. Ostatnie spotykane przeze mnie egzemplarze Tajmeni powłoki miały już zupełnie tandetne.W trakcie pływania stopniowo uzewnętrzniały się mankamenty kajaka, różnorakie niedogodności, które stopniowo, rok w rok eliminowałem, osiągając na koniec kajak tak przebudowany, że mam podstawy by mówić o zbudowaniu nowego kajaka na bazie Tajmenia. Opis modernizowania kajaka rozpocznę od wskazania mankame
ntów widocznych z góry, z pokładu. Od razu daje się zauważyć niefortunna okoliczność, że najwyższy punkt w kajaku znajduje się nie z przodu falochronu, lecz zupełnie z tyłu, za plecami drugiego wioślarza. Utworzony został wskutek wyprofilowania czwartej wręgi na tyle głęboko, że tył pokładu usytuowany jest zbyt wysoko nad falochronem. W praktyce daje to taki efekt, że przepływając pod belką, kajak gładko wchodzi dziobem pod przeszkodę i kiedy wydaje się już pewnym, że cały przejdzie gładko, nagle zaczepia się pod przeszkodą, z rozciągniętym w głębi kajaka wioślarzem. To poważny mankament, utrudniający pływanie po zakrzaczonych, zawalonych drzewami rzekach. Zdecydowałem więc, że “spłaszczę” owe żebro, co polegało na wycięciu pewnej jego części i zamknięciu wręgi odpowiedniej długości rurką aluminiową rys. 1. Pociągnęło to za sobą nietrudne zszycie fragmentu rufowej części pokładu, która w stosunku do “spłaszczonego” żebra była już za luźna. Ideowy schemat tej pracy przedstawia.
Po wykonaniu tego zadania przepływanie pod niskimi przeszkodami jeszcze nie mogłem uznać za bezpieczne. W fabrycznym kajaku połączenie obu belek falochronu na dziobie pomyślane zostało niezwykle niedbale. Falochron w miejscu narażonym na uderzenia, łączony jest dwiema zapinkami. Jego końce, niczym rogi baranie zostały ukryte w specjalnie naszytej kieszeni. Być może, takie rozwiązanie osłabia uderzenie w gałęzie, ochrania choćby częściowo przed zaczepieniem się o coś, ale nadal pozostaje słabym punktem całej konstrukcji rys. 2.

Zdecydowałem się na złączenie obu końców falochronu silną śrubą. Moje trudności polegały na znalezieniu odpowiedniego materiału, z którego dałyby się wykonać końcówki falochronu. Najlepszym byłby jednolity klocek plastikowy, z braku takiego wykorzystałem paski grubej aluminiowej blachy i deseczki dębiny. Łącząc je ze sobą nadałem im kształt dziobicy chowanej w końcówki rur falochronu, co ilustruje
rys. 3. 
W ten sposób dziób falochronu stał się odporny na niechciane uderzenia, konstrukcja kajaka uległa wzmocnieniu, a sama linia falochronu stała się czytelną. Z tych samych powodów wymieniłem oparcia. Zaleta oparć fabrycznych sprowadzała się do jednego: były lekkie. Wykonując nowe, sięgnąłem po rozwiązanie zastosowan
e w moim starym “Łuczu”, mniej efektowne ale nadzwyczaj wygodne. Praca polegała na przynitowaniu do rurek metalowych odpowiednio wyciętych i wygiętych na gorąco kawałków sklejki. Zamocowanie oparcia do belek falochronu umożliwiały wpasowane w nie tuleje. Wyobrażenie konstrukcji oparcia ułatwia rys. 4.
Dzięki tym zmianom żadna z części kajaka nie wystawała poza linię falochronu. Praca nad falochronem nie była jednakże zakończona, stanąłem przed trudniejszym zadaniem. Polegało ono na zmianie sposobu łączenia brzegów brezentu pokładu z falochronem. W fabrycznych egzemplarzach łączenie następuje w ten sposób, że brzegi pokładu wciska się w szczelinę powstałą dzięki listwom przynitowanym wzdłuż belek falochronu. Rozwiązanie jest dość wygodne ale mało p
raktyczne. Pokazało się już w pierwszych latach pływania, że zapierając się kolanami o owiniętą brezentem rurę falochronu, stopniowo, niezauważenie ścieram brzegi pokładu. Doszło do tego, że w miejscu, w którym falochron ma łączyć się z pokładem, utworzyło się długie, niczym wykonane nożem, nacięcie. Pomimo reperacji, stało się oczywistym, że trzeba dotychczasowe rozwiązanie zastąpić innym, bardziej praktycznym – stanąłem przed koniecznością wbudowania w falochron tzw. lik szpary. Pomysł jest znany i prosty, zapożyczony z żeglarstwa. Zastosowanie w “Tajmeniu” tego pomysłu jest kłopotliwe i ryzykowne. Ryzyko zasadzało się na tym, że raz rozpoczęta praca musiała być doprowadzona z dobrym wynikiem do końca, niepowodzenia oznaczały bezpowrotne zniszczenie przetwarzanego elementu i utratę sprzętu. Zadanie polegało na przecięciu wzdłuż rur falochronu i wbudowaniu od środka mniejszych, o odpowiedniej średnicy, również wzdłużnie przeciętych aluminiowych rurek. Oba elementy cierpliwie łączyłem za pomocą 2mm nitów. Mając taka pracę za sobą, wszycie sznura w rogi brezentu pokładu nie było niczym szczególnym, wystarczyło tylko dobrze wymierzyć i na nowo skroić brzegi materiału. Przekrój poprzeczny belki falochronu z wbudowaną w jego wnętrzu lik szparą przedstawia rys.5.
W tym miejscu można poruszyć sprawę fartucha. Potrzebę jego stosowanie nie kwestionuję ale na samym początku trzeba odpowiedzieć, gdzie i w jaki sposób zamierzamy na takim kajaku pływać. Przyjmując, że wypakowany żywnością i sprzętem kajak taki nie skieruje się na górskie wody, troska o typowy fartuch jest zbyteczna. Przy dobrej pogodzie ładunek zabezpieczam przykrywając przedział bagażowy płachtą worka służącego do przewozu kajaka. Kiedy zaś pada, wystarcza w zupełności folia wepchnięta pod gum
y naciągnięte wzdłuż belek falochronu, jak to przedstawia rys 6.
Jeżeli z nagła zaskoczy ulewa, folii tej jest na tyle, że osoba siedząca z przodu może przykryć się nią i przeczekać prawie na sucho zmianę pogody, dodatkowo podpłynąwszy pod drzewo. Stosowanie w takim pływaniu uszytych specjalnie fartuchów nie uważam za sensowne. Opięty takim fartuchem kajakarz chroni się jakby jakiś czas przed deszczem, do czasu, kiedy w zagłębieniach fartucha nie nabierze się dostateczna ilość deszczówki. Gdy do tego dojdzie, już niewiele trzeba aby cała zebrana woda wlała się strugą w miejsca, które kajakarz chciałby mieć jak najdłużej suche. A kiedy zaś przyjdzie w fartuchu pokonywać przeszkody, nisko skłaniać się, wyskakiwać na belkę, fartuch staje się utrapieniem. Na rzekach górskich, od trzeciego stopnia trudności wzwyż, zszywany fartuch jest niezbędny, ale i tak nie będzie spełniał swej funkcji w takim stopniu, jak to ma miejsce w jedynkach, w których stosuje się fartuchy wykonane z jednego kawałka gumy.
Można teraz po tych uwagach zajrzeć jakby do wnętrza kajaka i rozpatrzyć, co jest tam do zrobienia. Od razu rzuca się w oczy greting a w zasadzie jego brak. W “Tajmeniu” są nim połączone paskami blachy dwie belki kilowe, tworzące dwie, dające się złożyć sekcje: przednią i tylną. Ani to bezpieczne, ani wygodne. Chodzić po tym nie sposób. Za jednym razem można powyginać łączniki kila lub też poranić stopę. Jeżeli się nawet uda tych okropności uniknąć, to grozi ryzyko podarcia worków wyposażenia. Pr
zystępując więc do budowy gretingu, przyjąłem za zasadę, że składać się on będzie z dwóch części, na stałe połączonych z dwoma segmentami kila. Wykonanie gretingu dla sekcji przedniej nie nastręczało trudności.
Jak to pokazuję na
rys. 7, wystarczyło wyciąć ze sklejki dwie płaszczyzny odpowiednio do obrysów sekcji kilowej i przynitować je do łączników belek kila. Siedzisko i greting utworzyły jedną całość. Kłopoty ujawniły się w pracy nad gretingiem dla sekcji tylnej kila, zasada monolitu była trudna do zrealizowania. Rzecz w tym, że tylny segment jest krótszy od gretingu prawie o całą długość siedziska. W związku z tym siedzisko powinno być albo rozłączne, albo przymocowane do gretingu na zawiasach. Trzymając się cały czas jednego, przez kilka sezonów eksperymentowałem z zawiasami szukając takich, które pozwalałyby na łatwe składanie siedziska i byłyby zarazem wytrzymałe na tyle, by waga kajakarza nie uszkodziła je. To udaje się zrobić, ale ze względu na wielość możliwych sposobów obmyślenia zawiasów, swoje nie uważam za najdoskonalsze, choć dalej nad nimi nie zamierzam już pracować. Ideowy czysto rysunek tej części gretingu przedstawiony jest na rys nr. 8.
Po gretingu należy niezwłocznie przystąpić do przebudowy wszystkich wiązań kila. Te najważniejsze elementy konstrukcji kajaka nie zostały starannie przemyślane, wszystko tu jest tandetne, niepewne i niepraktyczne. Dziwi bardzo wątpliwej jakości sposób powiązania ze sobą obu części sekcji kilowych. Jak wiadomo, rury kila są tutaj łączone za pomocą wysięgników i bolców. Luzy, niestaranne wykonanie, uciążliwy montaż, czynią te wiązanie najsłabszym ogniwem całej konstrukcji. Kajak ma tendencję do wyginania się, jakby zapadał do środka. Aby temu zapobiec, należało to wiązanie całkowicie przekonstruować. Podjęte działania trudno dają się opisać, niemniej nic odkrywczego nie zastosowałem. Wiązanie kila odporne jest na złamanie i przypomina zasadę wiązania listew kilowych w naszych “Neptunach”. Perspektywiczny rysunek połączenia dwóch belek kila przedstawiony jest na rys. 9.

Do dwóch belek kilu przynitowane są obejmy wykonane z grubej 5mm blachy aluminiowej. Dwie pozostałe kryją w sobie odpowiednio mocną śrubę. Po włożeniu tej części kila w obejmę, na wystający trzpień śruby nakręca się motylkową nakrętkę, co jest pokazane na rys 9.
Praca nie jest łatwa, trudne jest uformowanie płaskownika aluminiowego w dopasowaną obejmę, zaś przy drugiej końcówce kila trzeba szukać sposobu na mocne zamocowanie śruby we wnętrzu rury. Z rezultatów pracy jestem zadowolony. Kil jest w tym miejscu sztywny, nie ma zbędnych luzów, łatwy i szybki w składaniu. Drugim, nie mniej ważnym węzłem konstrukcyjnym “Tajmenia” jest sczepienie segmentów kila z pojedynczymi, dziobową i rufo
wą, belkami kila. Jest ono dość sprytnie pomyślane ale użyte zostały zbyt słabe materiały, by mogły wytrzymać ciężar i pracę całego kajaka. Konstrukcja sczepienia ciężko pracuje i stąd szybko dochodzi do wyrwania dziury w powłoce, dokładnie pod siedzeniem kajakarza siedzącego z tyłu, ale na taką awarię narażony jest i przód kajaka. Z początku sądziłem, że to sprawa zbyt zgrzebnego wykończenia kołków, zamykających każdą z belek kilu. Kiedy staranne obrabianie tych zasklepek nie przynosiło wyników zacząłem podejrzewać, że problem tkwi w zbyt cienkiej blasze, z której zrobione są łączniki końców segmentów kilowych, wyciętych w kształcie trójkąta. Przypuszczenia okazały się trafne. Rysunek nr 10 i 11 pokazuje, jak stopniowo pod ciężarem kajaka, zasklepka belki kilowej odchylając się w dół, wypycha gumę powłoki w takim stopniu, że wystarczy już tylko lekko uderzyć w jakąś przeszkodę, otrzeć się choćby o kamień, aby powłoka od razu to odczuła.|
|
|
Jedynym nieodwołalnym sposobem wyjścia z tej sytuacji była wymiana łączników na stalowe oraz zastąpienie bukowych zasklepek metalowymi, służącymi odtąd za podstawę dla nowych, też stalowych główek zaczepów. Dodam od razu, że stosowane tutaj bolce wymieniłem na śruby, które dwa elementy kilu wiązały ze sobą moty
lkowymi nakrętkami. Aby całkowicie mógł być zmodyfikowany kil kajaka, należało jeszcze zastanowić się nad skutecznością łączenia pierwszej i czwartej wręgi z belkami kilowymi. Nie o to już chodzi , że połączenia są równie prymitywne, jak wcześniej opisane wiązanie obu segmentów kila. Wręgi mocowane są do kila za pomocą bolców. Pomysł mało trafiony, bowiem bolce gubią się łatwo, bez kombinerek nie sposób wprowadzić je w tuleje ale największa bieda z nimi w tym, że wypierana od spodu wodą powłoka, styka się z wystającymi końcówkami bolców i wystarczy teraz choćby łagodne otarcie się o kamień i kłopot gotowy. Z zadania wywiązałem się mniej ambitnie. Zachowałem szczepienie obu elementów na bolec, ale był on już teraz skierowany wzdłuż kila a nie jak dotychczas - w poprzek, co widać na rys. nr 12.
Myślę, że warto jeszcze trochę popracować, by móc zrezygnować z tych bolców, choć nie jest to takie proste. Dość wiele czasu zabrały mi zabiegi mające na celu wzmocnienie wzdłużnic przedziału bagażowego. Miały one tendencje wyginania się do wnętrza “Tajmenia”, co osłabiało i niszczyło bryłę kajaka. Mają temu zapobiec cztery wygięte rury aluminiowe zamocowane do środkowych wręg. Naciskają one cztery odcinki wzdłużnic przedziału bagażowego, czyniąc je sztywniejszymi, dodatkowo zaś izolują bagaże od bezpośredniego zetknięcia się z powłoką. Poprzestaję na poinformowaniu o samym pomyśle, bowiem ideowy nawet rysunek rzecz samą zaciemnia.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o usterzeniu kajaka. Sam ster jest wykonany względnie poprawnie i ma wszelkie cechy kopii z enerdowskiego kajaka plus radzieckie ulepszenia, zawsze obracające się na niekorzyść danego detalu. Musiałem najpierw usunąć drobne lecz uciążliwe mankamenty steru, na koniec zaś uczyniłem możliwym mocowanie na ni
m banderki, niezbędnej podczas pływania w obcych krajach. Z pedałów ostatecznie zrezygnowałem. Wygodniejszymi na spokojnych rzekach stały się taśmy naciągane gumami, utrzymujące ster w niezmiennym kierunku, co pozwalało sztywniejącym nogom przyjmować dowolne pozycje.O wiosłach nie ma co mówić, wyrzuciłem je od razu, choć ze zdziwieniem przyznać muszę, że spotykam kajakarzy, którzy to dzieło sztuki ślusarskiej sobie chwalą.
Na koniec parę słów o wspomnianym na początku “kapciu”. Jeśli metalowy poprawiony przeze mnie szkielet jest nie do zdarcia, to czas powłoki jest ograniczony. W toku wieloletniego używania, bodaj po dwudziestu latach, musiałem wymienić pokład. Uszyłem go prawie ręcznie z bardzo dobrego polskiego brezentu i pomimo pewnych niedokładności
muszę powiedzieć, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Pozostaje do wymiany mocno zużyta guma., ta część powłoki za chwilę uniemożliwi mi pływanie. Gdzie można kupić taką gumę?. Daję za nią królestwo. Wracając do postawionego na samym początku stwierdzenia, że na bazie “Tajmenia” zbudowałem całkiem nowy kajak, można teraz dyskutować, mam, czy nie mam racji. Niezależnie od tego jak będą głosy podzielone, pewnym jest, że dla majsterkowicza i zarazem kajakarza, modyfikowanie elementów konstrukcji kajaka jest wielką frajdą, praktyczną fazą przygotowań do letniej przygody.